Ogólne informacje

Z dzieckiem w góry stołowe? Rodzice małego dziecka zwykle na myśl o wyjeździe w góry kręcą głowami i mówią: „no pewnie już słyszę to jęczenie i pytania – daleko jeszcze mamo?”. Dziecko bowiem ma to do siebie, że nie potrafi zachwycać się widokami, nie widzi sensu w ciągłym chodzeniu pod górę, nie chce podejmować wysiłku a tak w ogóle co fajnego jest w dźwiganiu plecaka?

Czy można mimo to spędzić fajnie czas z dzieckiem w górach? Można. Ja osobiście polecam na początek Góry Stołowe. Zwłaszcza dla rodzin z kilkuletnimi dziećmi. Bo te góry to w zasadzie olbrzymi plac zabaw ze skalnymi labiryntami, miastami, skałkami przypominającymi grzyby, zwierzęta czy ludzi; gdzie dzieciaki biegają od skałki do skałki podpierając każdą czym się da żeby się nie przewróciła. To świetna zabawa, zwłaszcza, że góry jak sama nazwa wskazuje są płaskie. Kiedy już uda Wam się wspiąć na „blat” stołu, wędrujecie sobie po nim jak po równinie. Nic prostszego.

W górach stołowych nie da się nudzić. Każde dziecko na pewno doceni wizytę w błędnych skałach. Tu warto jechać wcześnie rano ponieważ turyści wpuszczani są wahadłowo ze względu na mały obszar jaki zajmuje ta atrakcja. To niedługa przygoda ale za to jaka fajna! Trzeba się przeciskać między skałkami, błądzić w labiryntach, szukać wyjścia i oczywiście podpierać skałki, które wyglądają tak jakby za chwilę miały przewrócić się. Dla mnie bomba! Podobną frajdę znajdziecie po czeskiej stronie gór w małej miejscowości Ostaš, którą omija większość turystów ciągnąc do sławnego skalnego Adrszpachskiego miasta. Skalne miasto jest co prawda wspaniałe ale ruch tam jak na marszałkowskiej w godzinach szczytu. A Ostaš? Cudownie pusty i nafaszerowany skałkami, które coś do złudzenia przypominają – głowę, żabę, samochód, wiewiórkę, kota etc…. Warto tu przyjechać, przejść się labiryntem górnym i dolnym i zbudować z dziećmi własną wieżyczkę z kamieni lub domek dla leśnych stworków – bo taka tu turystyczna tradycja a jej owoce napotyka się na każdym kroku.

Po powrocie na polską stronę nie wolno ominąć Szczelińca Wielkiego, który zachwyca ni mniej ni więcej jak właśnie szczelinami. Jedną z nich, zwaną kuchnią diabła, prowadzi szlak turystyczny. Cóż to jest za kuchnia! Tylko sam diabeł zaiste może w niej coś ugotować.

Szlaków w górach stołowych – takich niewymagających dla dzieci nie brakuje. Schronisk tu jednak niewiele, warto więc na spacer zabrać ze sobą prowiant a jeśli ktoś ma i zna – to i urządzenie do gotowania wody, które można rozstawić w dowolnym miejscu na szlaku i przyrządzić sobie kawkę czy herbatkę. Dzieciaki uwielbiają takie biwaki. A jak jeszcze się im wręczy ciepły kisiel w kubeczku, to hoho! Nogi od razu przestają boleć.
Z lokalnych schronisk warto odwiedzić Pasterkę. To bardzo przyjemne schronisko leżące na skraju łąk a może pastwisk (?) z najpiękniejszym chyba widokiem na Szczeliniec Wielki. Tu można chwilę odpocząć, zjeść coś ciepłego, uwić wianki z polnych kwiatów i pójść dalej zostawiając serce w Pasterce – jak głosi maksyma na pasterskim obelisku.

Góry stołowe to jednak nie tylko szklaki i piesze wędrówki. Toż to przecież ziemie dawnych i obecnych uzdrowisk z Kudową Zdrój na czele. Więc jak już dosyć mieć będziecie skalnych ostańców, skalnych grzybów i skalnych miast. Jedźcie do Kudowy. Tam nie brak kawiarenek, placów zabaw i „dmuchańców”, które na pewno docenią wasi podopieczni a Wy odpoczniecie w parku zdrojowym wśród miedzianych parasolek-doniczek wypełnionych kwiatami.

Jedźcie w Góry Stołowe, naprawdę warto!